![]() |
| 1940 r. Makoszowy |
Historia dzielnicy Zabrza, a niegdyś odrębnej wsi Makoszowy (niem. Makoschau) - pisana życiem codziennym, pracą oraz problemami ówczesnych mieszkańców. Tematy poruszane w postach mogą dotyczyć również ościennych miejscowości tj. Przyszowice, Gierałtowice, Kończyce, Pawłów itd. Zdjęcia oraz teksty są własnością autora lub zostały użyczone za zgodą właścicieli. Administrator nie zgadza się na dalsze rozpowszechnianie zdjęć bez jego wyraźnej zgody.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II Wojna Światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II Wojna Światowa. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 września 2019
wtorek, 20 sierpnia 2019
Ostatni list z frontu Wilhelma Kleczki
Ostatni List…
Rosja 24 marca 1942 r.
Kochana siostro, szwagrze i mała kochana Janeczko !!!
Na sam początek mojego listu zasyłam wam jak najwięcej
pozdrowień i braterskich uścisków. List was otrzymałem za który wam serdecznie
dziękuję i polecam wam się dalszej łaskawej pamięci.
Nie macie pojęcia jakżem się waszym listem ucieszył , bo list
dla żołnierz na froncie to jedyna pociecha, upłynęło już to znowu 2 tygodnie ja
jestem na froncie i przeżywam te smutne chwile. Tak kochani ciężki czas
żołnierza znajdującego się na froncie , o głodzie i chłodzie trzeba walczyć i
śmierci patrzeć w oczy. Obecnie znajduję się przy morzu czarnym na półwyspie
Krym . I nikt tego sobie nie potrafi wyobrazić co ty się za rzeczy dzieją
,ponieważ jestem na najgorszym z frontów bo są tu największe siły rosyjskie. Niekiedy to się w jednym miejscu leży przez cały dzień i noc , a nic się nie
słyszy i nie widzi tylko dym błyskawice i drżenie ziemi , a do tego te straszne
mrozy. Niekiedy to się już nawet człowiekowi żyć nie chce. Lecz się tylko tym pocieszam ,że się ta
straszna wojna kiedyś skończyć musi , tylko to wszystko szczęśliwie przeżyć ,
lecz będzie to trudne. Z Francji wyjechałem 1 marca , a 12 wyładowani
zostaliśmy nad morzem czarnym w mieście Odessa i zaraz od pierwszego dnia
zaczęły się zażarte walki i byłem już w różnych niebezpieczeństwach życiowych. I sam się nad tym dziwię , że tak z wszystkiego szczęśliwie wyszedłem. Lecz
jest to inna siła – siła Boża . Bóg wysłuchał wasze modlitwy i kieruje moimi
krokami .Cieszy mnie to bardzo ,że kochana Janeczka tak ładnie się za mnie
modli i mnie pamięta, tak samo mnie cieszy ,że się wam dobrze powodzi i życzę
wam tego z całego serca żeby wam się jak najlepiej wiodło i żebyście wszyscy
razem tą wojnę szczęśliwie przeżyli . Jestem pewny ,że jakbyście mnie teraz
zobaczyli to mnie na pewno nie poznaliście pomimo ,że jestem waszym rodzonym
bratem. Lecz wojna człowieka zmienia ,a
mianowicie obdarty jestem jak jakiś łazik, a do tego te długie nie strzyżone
włosy i zarośnięta broda i wąsy, a to dopiero 2 tygodnie a co będzie ze mną za
parę miesięcy , to może sam siebie nie poznam. Już to znowu pół roku minęło jakżeśmy
się ostatni raz widzieli lecz teraz moi mili nie tak prędko się zobaczymy . I
to chociaż by mnie raniono to zaraz po wyleczeniu znowu na front. Więc nie ma
żadnej nadziei chyba ,że po wojnie której końca też jakoś nie widać . Zadziwić
was to może , że na froncie ,a mam czas na pisanie listu . Tak moi mili byłem
bez przerwy osiem dni w ogniu i po tych ośmiu dniach nareszcie trochę
odpoczynku więc ja zamiast spocząć zebrałem się na pisanie listu ,a żeby was
przynajmniej powiadomić ,że dzięki Bogu jeszcze żyję
Kończę już ten list jeszcze raz zasyłam wam miłych i
serdecznych pozdrowień to i proszę o mnie nie zapominać w modlitwach
Więc żegnam się z wami , zostańcie z Bogiem nie on was ma w
swojej opiece Brat szwagier i wujek tak samo pozdrowienia dla wszystkich
przyjaciół i znajomych zasyła Wilhelm.
Może tylko ja mam takie odczucia, że list ten jest listem pożegnalnym, wyczuwam w nim załamanie wujka sytuacją w której się znalazł, list napisał zaledwie 6 dni przed śmiercią, bardzo prawdopodobne, że gdy ten list już nadszedł do mojej ciotki, gdy siedząc w pokoju z pełną uwagą czytała słowa kreślone przez brata i ciesząc się, że nic mu nie jest - Wilhelm już nie żył. Zginął mając niespełna 25 lat.
Może tylko ja mam takie odczucia, że list ten jest listem pożegnalnym, wyczuwam w nim załamanie wujka sytuacją w której się znalazł, list napisał zaledwie 6 dni przed śmiercią, bardzo prawdopodobne, że gdy ten list już nadszedł do mojej ciotki, gdy siedząc w pokoju z pełną uwagą czytała słowa kreślone przez brata i ciesząc się, że nic mu nie jest - Wilhelm już nie żył. Zginął mając niespełna 25 lat.
sobota, 27 lipca 2019
Ausweis der Deutschen Volksliste z Makoszów.
wtorek, 2 lipca 2019
Gierałtowice 1945 r. - historia jednej rodziny.
![]() |
| Zamordowana rodzina Kozłowskich w 1940 r. |
![]() |
| Zdjęcie przed pochówkiem, luty 1945 r. |
27 stycznia 1945 ks. Jakub Mainda zanotował w księdze zgonów, Rosjanie weszli do Makoszów, zabijając kilku Niemców przy flaku (okolice kopalni) następnie ukradli konie Widery i Sieronia i odeszli w stronę Knurowa. Cywili w Makoszowach zginęło 6-cioro z tego trzy osobowa rodzina niemiecka, miejscowy dowódca volksturmu, mężczyzna i 17 letnia Bronia Orzol. Kolejną wsią były Przyszowice, tam serię z karabinu były dużo częstsze, kobiety, dzieci, starcy liczeni w dziesiątkach - ginęli z błahych powodów. Z Przyszowicami graniczą Gierałtowice. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym jak tę miejscowość dotknęło "wyzwolenie" z moich wiadomości to właśnie tutaj moja praprababka Franciszka Lanuszny z moją prababką Heleną (która, była w 8 miesiącu ciąży) uciekła z pod Żor, do siostry praprababki Marii Puc. W Gierałtowicach miały pozostać przez 9 dni. Może dlatego utarła mi się myśl, że były one bezpieczniejsze niż w Palowicach. Jak się okazuje wcale nie było tam tak kolorowo. 28 stycznia 1945 r. Godzina 22.00 Rodzina Kozłowskich, była szanowaną i głęboko wierzącą familią, jak w każdej Śląskiej rodzinie ich syn służył w Wehrmachtcie. Jeszcze nie zdążyły ucichnąć salwy zwycięstwa nad okupantem, gdy drzwi rodziny Kozłowskich zostały poobijane kolbami "zwycięskich" karabinów. "Chcemy wódki" wrzeszczał na staruszka Wilhelma Kozłowskiego i jego siostrę Józefę wyzwoliciel. Tłumaczenia, że wszystko co miał oddał już, nie satysfakcjonowały Rosjan, z wściekłością weszli do środka i zaczęli strzelać. Młode córki Wilhelma, Klara i Gertruda otrzymały strzały w usta, Klara dodatkowo przestrzelone miała serce i brzuch. Ich matka
Anna również zabita została przez kule w sercu. Właściciela domu zastano z wyrwaną ręką i przestrzelonym sercem, jego siostra miała rozerwaną krtań, a syn Alojz roztrzaskaną głowę i powybijane zęby. To co wydarzyło się w domu Kozłowskich opowiedziała krewna, która w tym czasie była w ich domu, w chwili gdy żołnierze dobijali się do drzwi, Wilhelm kazał jej ukryć się na strychu. Mocno to wstrząsnęło miejscowymi ciała złożono w podwójnych trumnach. Pochowano ich 2 lutego 1945 r. we wspólnym grobie. Niedawno na cmentarzu w Gierałtowicach symboliczny grób zastąpiono marmurowym nagrobkiem. Z całej rodziny przeżył tylko wcześniej wspomniany syn zaciągnięty do wojska. Zdjęcia oraz historia przekazana dzięki uprzejmości krewnej p. Iwonie Wrożyna.
![]() |
| Ostrzelany dom w Gierałtowicach 1945 r. |
środa, 26 czerwca 2019
Ausweis der Deutschen Volksliste z Pawłowa
Jeśli chodzi o dzielnicę Pawłów to nigdy nie była mi jakoś specjalnie bliska, bywam tam jedynie zaopatrując się w jakiś nowy staroć w lokalnym sklepie z antykami, bądź podczas wizyty u dobrej znajomej również genealogią zainteresowanej. Dokument ten - Ausweis der Deutschen Volksliste określał grupę do jakiej należał jej posiadacz w tym wypadku Alois S. z Paulsdorfu ( Pawłów ) posiadał II grupę narodowościową, co ciekawe nie znalazłoby to mojego zainteresowania, jednak Alois ten pojął za żonę kobietę z Makoszów. Przez długi okres życia mieszkał w Makoszowach i to tam otrzymałem ten dokument.
Nie propaguję żadnej formy nazizmu, dokument ten publikuję w ramach zachowania lokalnej historii oraz w celach kolekcjonerskich.
Nie propaguję żadnej formy nazizmu, dokument ten publikuję w ramach zachowania lokalnej historii oraz w celach kolekcjonerskich.
środa, 5 czerwca 2019
Listy Wilhelma Kleczka z Frontu cz. II
![]() |
| Wilhelm Kleczka z narzeczoną Anną zd. Polewka. 1942 r. |
Kochana siostro szwagrze i mała Janeczko!
List
wasz otrzymałem, za który wam serdecznie dziękuję i polecam wam się dalszej
łaskawej pamięci. Kochana siostro otrzymując twój list naprawdę się
przestraszyłem, ponieważ otwierając list wypadły z niego pieniądze. Kochana
siostrzyczko niepotrzebnie dostałbym się do paki gdyby to ktoś zauważył,
ponieważ przesyłanie pieniędzy w listach jest niedozwolone pod karą 14 dni
aresztu. I o ile chcecie coś posłać to posyłajcie na przekaz pocztowy,
przesyłanie niemieckich pieniędzy za granice jest niedozwolone! I gdy posyłasz
na przekaz to się tu zaraz otrzymuje francuskie, tu wszystko kupisz za franki,
a za marki nic. Więc co tu mam zrobić z tymi pieniędzmi? Muszę czekać aż któryś
pojedzie na urlop to mi wymieni. Więc siostro można dostać tu jeszcze niektóre
rzeczy, więc co będę mógł to kupię. Tylko trudno będzie z letnimi butami.
Rozgniewałem się też trochę nad tym listem, a mianowicie piszesz mi, że gdy
byłem pierwszy raz we Francji to do domu nic nie posłałem tylko Ance. I wierz
mi, że to mnie naprawdę rozgniewało, ponieważ gdy mi się wtedy udało kupić ten
kawałek jedwabiu to wysłałem go do domu, i że się ta paczka zgubiła to już nie
moja wina. I to czy mi wierzysz czy nie to Anka nie otrzymała ode mnie żadnej
paczki! Jak mogłem by jej paczki posyłać skoro ona ma swojego nowego kawalera.
Wiec musisz jeszcze poczekać, ponieważ teraz jestem na manewrach, więc nie mam
czasu nigdzie wyjść. Lecz manewry mi się już kończą w tym tygodniu, więc
później się będę o wszystko starał. Lecz ja też mam prośbę, a mianowicie z
końcem lutego albo z początkiem marca mam jechać na front, więc nam
powiedziano, że o ile to możliwe z domu powysyłano nam ciepłych rzeczy, Więc
poślijcie mi, jakie ciepłe makowy wyfuterkowane skórką z królika albo kamizelkę
wyfuterkowaną skórką. Radżem jeszcze przed tym frontem przyjechać na urlop,
lecz to będzie nie możliwe chyba, że dostałbym z domu jakiś telegram.
Kończę zasyłam pozdrowienia i żegnam zostańcie z Bogiem Wilhelm.
piątek, 31 maja 2019
Listy Wilhelma Kleczka z frontu cz. 1
![]() |
| Wilhelm z prawej, 1942 r. |
Francja 6.01.1942 r.
Kochana Siostro , Szwagrze i mała Janeczko !
List wasz otrzymałem za który zasyłam wam najserdeczniejsze
podziękowanie i polecam się dalszej łaskawej pamięci .Cieszy mnie to bardzo ,że
pamiętaliście o mnie ,a przeważnie żeście mnie mieli w pamięci przez
święta. Wy moi mili święta przeżyliście
szczęśliwie i wesoło razem. Ponieważ jak mi piszecie ,że drugie święto
odprawialiście uroczyście mamine urodziny. Że Wiktor był z narzeczoną ,a
Małgosia z kawalerem. I cieszy mnie to bardzo ,że przynajmniej wy macie te
szczęście odwiedzać się nawzajem . Ja święta przeżyłem smutnie ,ponieważ święta
przy wojsku to nie są takie same jak w domu. I oba święta przesiedziałem w
koszarach nie wychodząc nigdzie na kto. Mięło to znowu 10 tygodni jakżem
ostatni raz był w domu , lecz tym razem nie prędko się zobaczymy , Bo jak wam
już wiadomo ,że obecnie jestem tylko na innym przeszkoleniu , i potem to wyjadę
znowu do frontu. I po raz drugi z stamtąd to już może nie będzie powrotu
.Jedyne moje życzenie to by było jeszcze to , przed wyjazdem do pola
przynajmniej na parę dni jeszcze na urlop przyjechać , a żeby się tak z wami
jeszcze raz pożegnać .Tak moi mili nie możecie się tego na pewno wyobrazić jak
się człowiek dziwnie czuje gdy ma iść do tej walki bez pożegnania się z rodziną
a nie wiedząc czy się powróci . I gdy pierwszy raz szedłem do tej walki to
naprawdę ręce i nogi mi drżały i sam nie wiem gdzie moje pociski z karabinu
maszynowego padały. I to nie żeby od strachu tego huku , tylko od tego bo
myślałem tylko o tym kiedy mnie tak kula nieprzyjacielska trafi . Lecz mnie Bóg
jakoś zachował i tylko zostałem raniony. Gdy znowu leżałem w szpitalu to
przypomniały mi się te ostatnie tatowe męki w szpitalu. Lecz tatę myśmy
odwiedzali ,a ja leżałem tak sam i prosiłem Boga, a żeby mi się przynajmniej o
was śniło. Na ogół prowadzi mi się dobrze , ponieważ za Gefreitera to już nie
jest tak jak za zwykłego żołnierza .Tylko ,że bardzo mało poczty otrzymuję bo z
Anną się skończyło więc nie ma kto pisać .Jedno mnie bardzo ciekawi jako tam
Wiktor mo za frelka ,a Małgoś za kawalera i to niech patrzą jeden z nich się
żenić będzie to będzie sposób na urlop przyjechać.

Kończę ten krótki list innym razem napiszę więcej .Więc
zasyłam wam moi mili serdeczne pozdrowienia i żegnam się z wami , zostańcie z
Bogiem ! Tam samo załączam wam znowu jedno moje zdjęcie żebyście przynajmniej
po mnie mieli jakąś pamiątkę .
Bywajcie zdrowi Wilhelm
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Budowa poczty w Makoszowach, ul. Szymały 22. 1927 r. Powstanie urzędu pocztowego w Makoszowach datuje się na początek lat 20. XX ...
-
Restauracja Kontnego i budynek nowej szkoły w Makoszowach. Makoszowskie dzieci przed powstaniem szkoły w ich wsi uc...














